Zastanawiacie się, co u nas, jak sobie radzimy?

Nieszczególnie,  biorąc pod uwagę, że dla teatru z tzw. nurtu alternatywnego (czytaj: „radź sobie sam”) nie jest przewidziane wsparcie instytucjonalne, nie ma żadnych środków „na przetrwanie”, a tarcze to fikcja. Istniejemy tylko, gdy aktywnie działamy, gramy dla Was, prowadzimy warsztaty, realizujemy projekty. Z ludźmi, dla ludzi. W dialogu. W partnerstwie, sympatii, wspólnym dzianiu się. Jesteśmy systemem naczyń połączonych: MY i WY, nie ma żadnego tajemniczego Big Brothera, który trzyma pieczę, ani mecenasa sztuki, który sypnie kasą i załata dziurę. To WY (nasi Fani, odbiorcy treści i widzowie) jesteście źródłem finansowania i właśnie ów deficyt „czynnika ludzkiego” nam doskwiera najmocniej. Gdy nie ma WAS , nie ma NAS. Dystans społeczny, izolacja, lockdown to w dłuższej perspektywie wyrok śmierci dla małych, społecznych inicjatyw.

Niektórzy powiedzą, że alternatywą jest działanie online. Owszem, jest jedną z możliwości, ale buduje zupełnie innego rodzaju relację. Nie umniejszając nikomu, (bo są wymiatacze w tej dziedzinie, a my raczkujemy) jeszcze nie wymyśliliśmy złotej formuły na skuteczne dzianie się online. Być może dlatego, że sami wolimy uciekać z internetu, kiedy tylko jest to możliwe i pracować z drugim człowiekiem face to face, plus przepadliśmy z kretesem w temacie infrastruktury. Naocznie przekonujemy się, że atrakcyjny przekaz w sieci =  intrygujący pomysł + wypasiony sprzęt do rejestracji + (w przypadku spektaklu) profesjonalna przestrzeń ze światłem i nagłośnieniem + czas (na powtórki, dogrywki, montaż). Odpadamy w przedbiegach. Ilość techniki żeby zrobić dobry streaming, uruchomić opcję VOD, czy zatrudnienie profesjonalnej ekipy do montażu video, audio to potężne przedsięwzięcie wymagające sporych nakładów. Nie sądzę, żeby którykolwiek z teatrów „niezależnych” miał budżet na taką inwestycję. Jesteśmy niedofinansowani od zawsze, a pandemia tylko pogłębiła ten stan.

Są też dotacje. O tak, temat rzeka, nie dość, że publicznych środków jest jak na lekarstwo, a chętnych masa (i stale przybywa), to jeszcze o dreszcz przyprawia odgórna preferencja narodowo – patriotyczna, chrześcijańsko – katolicka, krzewienie określonych postaw, wybiórczość komisji „specjalistów” fokusowana na znajomych, pociotków oraz duże i znane inicjatywy, a nie na merytorykę i realne potrzeby mniejszych podmiotów. Samoistnie, ale uważam, że również celowo zawęża się przestrzeń na dyskurs i różnorodność. Artyści są z natury kłopotliwi, trudni do okiełznania, stale czegoś chcą, o coś im chodzi, nie boją się wypowiadać publicznie, zauważają niuanse, komentują zmiany, są czuli na nierówności, na krzywdę. Niewygodna grupa społeczna. Od wielu pokoleń, co raz to jeden, czy drugi dyktator podejmuje próby ograniczenia jej wolności, możliwości działania, skazuje na ekonomiczną i społeczną banicję. Zamiast dyskutować – wygodniej artystów zniszczyć (ich pozycję, dorobek), bez względu na długofalowe konsekwencje w przyszłości, na zubożenie kulturalne całej społeczności. Pandemia ułatwia sprawę, bo zmusza niemal wszystkich twórców i wolnomyślicieli (od prawa do lewa, bez znaczenia) do przychodzenia „po prośbie” i rezygnacji z wielu wartościowych projektów na rzecz tych po „słusznej linii”.

Obecny kryzys będzie kosztował teatr niezależność słowa, działania, wyrazu artystycznego. Postawieni pod ścianą powoli, ale konsekwentnie oddamy to, co nas wyróżnia, po prostu żeby przeżyć.

Nie chciałabym kończyć tego artykułu w tonie depresyjno – złowieszczym, bo wierzę (i jest to poparte mnóstwem analogicznych sytuacji, z różnych czasów i epok), że tak, zapłacimy tę cenę, ale po to, żeby przetrwać i odrodzić się na nowo. Gdy karta historii się odwróci i los znów zacznie nam sprzyjać, my nadal tu będziemy – wolni, wrażliwi, gotowi i nie do zatrzymania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *