Wiecie jak to jest, utknąć pomiędzy?

Wyczekiwać niecierpliwie na zmianę, która umożliwi ruch? Od miesięcy trwam w zawieszeniu. Korzystam z każdej chwili i możliwości tworzenia, ale to krople w morzu moich potrzeb. Incydenty rzadkie i cenne, ale nie da się na nich zbudować przyszłości. Szukam alternatyw, choć to trudne, bo kocham swoją pracę i mam dobre życie. Nie potrafię wszystkiego zostawić i iść dalej bez żalu i z uśmiechem na ustach.

Nie jestem gotowa na odpuszczenie, jeszcze stoję na posterunku i walczę, choć coraz częściej czuję powiew „nowego”na twarzy. I ujawnia się wewnętrzny głos, który twierdzi, że choćbym nie wiem jak bardzo zaklinała rzeczywistość, nie odwrócę biegu spraw, bo zmiana już się dokonała. Dystans, ciężar relacji, deficyt zaufania, brak spontaniczności – nastała nowa rzeczywistość, w której niezwykle trudno mi się odnaleźć. Rozciąga się po horyzont i bez końca, bez planu. Ciąg chaotycznych fluktuacji, manipulowanie strachem. Wielka Niewiadoma.

Jak długo potrwa „pomiędzy”?  – Nie wiem. Już trwa wieczność, a końca nie widać.

Napoleon powiedział swego czasu, że „nie da się zbyt długo siedzieć na bagnetach”. Miał rację, zarówno w kwestii wojskowości, jak i życia. Bezproduktywne czekanie nie jest domeną naszego gatunku. Akcja, planowanie, kreacja – są. Bezruch (zwłaszcza w perspektywie długofalowej) wywołuje niepokój i utratę poczucia realności. Nie mając wpływu na swój los, nie mogąc działać – zwyczajnie marniejemy. Tracimy siły psychiczne, walczymy z natłokiem myśli, emocjami, osłabiamy swój system immunologiczny stając się coraz bardziej podatnymi na choroby (w tym też na covid-19) i uzależnionymi odgórnie, od systemu łaski kast rządzących. Pod pretekstem ochrony odbiera się nam wolność i prawo do decydowania. Powoli ubezwłasnowalnia, w sposób bezwzględny i wyrachowany, jak w teorii o gotującej się żabie. Mam wrażenie, że już siedzimy w garnku, a woda właśnie się podgrzewa. Grzecznie i bez awantur czekamy na optymistyczną wersję scenariusza przyszłości.

Chcę myśleć, że taka mimo wszystko będzie, bo dużo czasu i energii zajęło mi zorganizowanie przestrzeni, w której mogę się czuć sobą, rozwijać i być szczęśliwą. I nie zamierzam jej oddawać walkowerem. Plus, jak my wszyscy, mam limit minut na tej planecie, w tym stanie skupienia. Mam prawo być tutaj, na własnych zasadach, bez cenzury.

Tęsknię za normalnością.

Za organizowaniem premiery przy pełnej sali wraz z bankietem po. Toastami, spotkaniem z publicznością, rozmowami do rana. Świętowaniem rocznic, celebracją czyichś urodzin, śmiechem i siedzeniem kupą przy stole. Przyjemnością wspólnego biesiadowania. Grillowaniem w ogródku mojej siostry. Spotkaniem z dziewczynami w knajpce, wspólnymi tańcami. Zabraniem przyjaciółki do kina / teatru. Piciem cydru i plotkowaniem. Wyjazdem na warsztaty. Tańczeniem, śpiewaniem w tłumie…bez strachu… Za odgłosami bawiących się na podwórku dzieci. Wyjściem do świata bez maski.

Mam poczucie, że wszystko, co wartościowe umyka mi zbyt szybko i bezpowrotnie.

A jak jest u Was?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *