Wartością dodaną do spacerów z psem są… ich właściciele… czego nie spodziewałam się zupełnie. 


Oczywiście jako dumny od lat kociolub miałam dosyć utrwalony stereotyp psiego amatora. Psiarze wydawali mi się zupełnie innym światem. Obcymi zombie łażącymi po osiedlu nad ranem (często w piżamach), z psem radośnie uwieszonym na smyczy 😁😁😁, trochę parkowymi fitness explorerami goniącymi za pupilami, zdzierającymi zelówki, żeby utrzymać w miejscu 30stokilowego niuniusia … Myślałam: „Ileż razy można z ekscytacją rzucać kij /piłeczkę? Biegać w kółko?” Nie byłam przekonana co do atrakcyjności tych zajęć. 


Gdy sama dołączyłam do zacnego grona psiolubnych, przekonałam się jak fajną, życzliwą są grupą.


Mają rytuały, savoir vivre, czasem bywają ekscentryczni, ale łączy ich to, że po prostu lubią psy. Bez względu na to, kto je prowadzi po drugiej stronie smyczy. Nie ma za bardzo znaczenia, w co ten ktoś jest ubrany, czy jak drogie ma akcesoria. Ostatecznie liczą się cztery łapy. 

Doświadczyliśmy z Dantem, przez te paręnaście miesięcy, ogromu życzliwości właśnie od psiarzy. 


Uwielbiam słuchać historii, którymi psiolubni hojnie się dzielą. Zarówno zabawnych perypetii, ale też wzruszających anegdot o zwierzach, które odeszły za tęczowy most. Wszystkie te wspomnienia są zawsze! niezwykle mocno nasączone miłością, zaangażowaniem, z drobiazgową pamięcią do szczegółów. 


Kochani, w Dniu Życzliwości, bez względu na to, czy lubimy psy, koty i ludzi, bądźmy dla siebie psiarzami !!! Uśmiechajmy się, spacerujmy, rozmawiajmy, posłuchajmy wspomnień. Powiedzmy niewymuszenie komplement. Spójrzmy ciepło w oczy. To pomaga żyć! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *