Wzruszyło mnie zdjęcie z pokazu Fryderyka. 

Dlaczego? – zapytacie.  Przecież jest niewyraźnie, prześwietlone, estetycznie niedoskonałe …

Na pierwszy rzut oka nie widać związku.

Starszy człowiek na wózku. Tyle… Aż tyle! 

1 września 2018 zagraliśmy ” Serwus Fryderyk” dla seniorów w Domu Pomocy Społecznej. Osób, dla których okres, w którym rozgrywa się akcja spektaklu to czas dzieciństwa, młodości. Bogaty we wspomnienia, uczucia i sylwetki już nieobecnych bliskich. Nie zapomnę tej prezentacji. Zachowam, w albumie mojej pamięci, jak niezwykle cenny klejnot.

Atmosfera była niesamowita. Jakbyśmy wsiedli w wehikuł czasu i przenieśli się w przeszłość, poruszając się we wnętrzu starej fotografii.. W tej przestrzeni, pełnej wspomnień każde słowo, gest, zaśpiewana nuta nabrały ciężaru, stały się ważne. Soczyste, żywe. A napięcie, wzruszenie, uśmiech i łzy pod powiekami niemal namacalne. Zwyczajna świetlica, przekształcona (światłem i rekwizytem) w teatralną garderobę z lat 30stych nagle zmieniła swoją naturę i stała się bramą do tego, co minęło, Miejsca przepełnionego tęsknotą i melancholią. Pod skórą wyczuć wręcz było można melodię tego miejsca, jego zapach, smak…

Wyobraźcie to sobie: wewnątrz tej przestrzeni my – w kostiumach przedwojennych elegantek – celebrytek,a wokół same pomarszczone twarze, zwiotczałe ciała, uważne oczy patrzące na nas i przez nas jednocześnie. Połączenie energetyczne nie z tego świata.

Emocjonalne zaangażowanie oglądających nas ludzi było wręcz wyczuwalne fizycznie, ich jakaś wewnętrzna świetlistość. Grając przekroczyłam granicę czasu zyskując przekonanie – wtedy bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, że jestem częścią zbiorowości, połączona z moimi dziadkami, z językiem, kulturą, miejscem. Że należę do większej, niż tu i teraz, tajemnicy.

Dlatego, gdy zadaję sobie czasem pytanie: po co we współczesnym świecie tworzyć teatr ?

– Dla takich przeżyć! 

…….

W tym roku nie mogliśmy zagrać Fryderyka na żywo, w podobnych okolicznościach. Oglądała nas garstka zamaskowanej widowni i publiczność w sieci. Byliśmy połączeni, ale na zupełnie innym poziomie.

Nie byliśmy w stanie przenieść się w czasie, ani usłyszeć śmiechu widzów. Nie czuliśmy ich oddechów, szeptów, kaszlnięć i łez. Nie było wokół nas pomarszczonych twarzy i świetlistości.

Przyszło nowe, Smutne i groźne.

Wielu z mieszkańców DPS -ów już nie spotkamy na żadnym z naszych spektakli. Byli w pandemicznej grupie ryzyka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *