Zapomniałam, co znaczy BEZTROSKA. Zgubiłam ją w piętrzących się zmartwieniach i poczuciu odpowiedzialności. W stale duszącym mnie lęku. Nagle, po prostu wyparowała ze słownika powszechnych dóbr. 

-Czy wróci i kiedy? 

-Nie wiem. 

Przeraża mnie jej brak. A co, jeśli zapomniana – zniknie na zawsze, jak amputowana kończyna, lub nieużywany organ? I będę musiała funkcjonować w świecie podszytym strachem, poważna i cicha. Z fantomowymi przebłyskami jej obecności.

***

Siedzę w fotelu. Czytam książkę, ale myśli mam zupełnie rozbiegane, uciekają od fabuły (jakby nieistotnej) i próbują wskrzesić zapomniane słowo, poruszając czułe wewnątrz mnie, co jest niewypowiedziane, ale wytęsknione i niezwykle ważne, pomagając przypomnieć sobie, jak BEZTROSKO jest się śmiać całą sobą, chodzić boso po trawie, wdychając chlorofil i zieleń, robić orła na śniegu, biec przez bezkresną łąkę, zrywać dojrzałe wiśnie, całować przyjaciół w policzki, wznosić toast i śpiewać sto lat, patrzeć w oczy z prawdziwą głębią, dotykać się, przytulać bliskich, śpiewać pieśni serca, podróżować, patrzeć ze szczytu na świat, jeść grochówkę w schronisku (taką, z grubą pajdą chleba), oblizywać łyżkę z surowego ciasta, podważać kapsel od piwa łyżeczką, zgubić klucze i wchodzić do domu przez piwniczne okienko, wydawać drobne kwoty na zachcianki, jeść gofry z bitą śmietaną, wstawać raniutko i lecieć oglądać wschód słońca, skakać przez fale, siedzieć na pomoście i moczyć nogi, słuchać żab i cykad, gadać do upadłego, zwierzać się naprawdę, spać namiocie, jeść pieczone ziemniaki z ogniska, tańczyć, wirować, oglądać chmury, liczyć spadające gwiazdy, zmoknąć szalenie w ciepłym deszczu … 

Pamiętam. 

W domu moich dziadków, w murach były ukryte rury z gorącą wodą. Lubiłam w dzieciństwie, zasypiając, przytulać się do ciepłej ściany. Miała wzorki i pachniała kredą. Łóżko trzeszczało, a pierzyna była puchowa i mocno szeleściła. 

Przypomniałam sobie.

Byłam tam bezpieczna. 

Dziadkowie przetrwali wojnę. Biedę. Głód. Śmierć. Po wszystkim, dziadek zwłaszcza, miał w sobie nadal, nieokiełznaną radość życia. Beztroskę. Krotochwilę. Namawiał nas, swoje wnuki, do psot i śmiał się do rozpuku. 

Ciepło wspomnień otula mój niepokój, jak kokon. 


Niedługo, znowu zrobię kolczyki z czereśni i zatańczę. Poczuję słony wiatr. Gorący piasek pod stopami. Nurt górskiego strumienia. Płatki śniegu. 

Puszczę w świat dmuchawce.

Poszybują. 

3 komentarze

  1. Boże, piękne…aż się wzruszyłam. Poczułam na chwilę, że znów żyję. Przez te słowa. W tych słowach. Czasem mam wrażenie, że moje życie od jakiegoś czasu polega głównie na szukaniu roboty, wykonywaniu zadań, które mnie nie interesują, myśleniu co dalej…życiowej martwocie. Zbyt. Mam ochotę się rozbeczeć, czasem upić…choć nie mogę (dzidzia w brzuchu).
    Zbyt wiele z dziecka gdzieś mi przepadło. Uśmiecham się do ludzi, bo ich kocham, bo nie chcę im psuć dnia, bo nie chcę wyjść na smutasa, a często brak mi autentycznej radości. Może też kwarantanna to wzmacnia…? Pójdę się chyba gdzieś wykrzyczeć, bo czasem nie wiem co robić. Żal za beztroskim światem tyłek ściska, i choć by się chciało coś z tym zrobić, to wszyscy jakbyśmy albo połknęli kij albo przełykali łzy po cichu… nie jestem Buddą. Nie umiem czasem (często) znaleźć radości, beztroski, wdzięczności w sobie, pomimo wszystko. Czasem mnie przytłacza troska o własną przyszłość nawet. Dobrze, że są ptaki, szum wiatru (morza prędko chyba nie usłyszę), stukot deszczu (nazbyt rzadko), książki i kanapa w domu…choć umysłu, rozbiegane, absorbującego wszystkie troski tego świata, niesposób i przy dobrej lekturze czasem upilnować… Czemu czasem jest nam tak źle?

    1. Ach, jak dobrze to rozumiem! Mnie również przytłacza rzeczywistość w izolacji i lęku, też mi często brak powodu do uśmiechu, choć staram się jak mogę. Dla siebie i innych trwać.

      Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz i podzielenie się swoją przestrzenią – piękną i ważną, przesyłam miłość i światło dla Waszej dwójki 💕

      admin
  2. Dziękujęmy. Dobrze wiedzieć, że tam za szklanym ekranem też jest człowiek, który cierpi, smuci się ale i raduje na samą myśl o tych dziecięcych… A może po prostu prostych prawdziwych chwilach bezwarunkowej radości z życia.
    jak zawsze czekam na kolejny artykuł <3

    P.s. ostatnie zdjęcie genialne. Aż czuję tę sól na ustach i radość w sercu <3

    NatuReza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *