Ostatnie dni miały przedsmak szaleństwa. Zaprzyjaźniam się z nowym medium i oczywiście nie jest to związek łatwy. Ani przyjemny.

Dlaczego? 

Wielokrotne powtarzanie jednej kombinacji ruchów (bo się: 1.zająknęłam, 2.pomyliłam stronę prawą z lewą, 3.gadam w trakcie „jak potłuczona”… ) z RADOŚCIĄ i ENERGIĄ przekracza moje umiejętności. Po 3 godzinach nagrywania tego samego, jestem zezwłokiem przepuszczonym przez wyżymaczkę, nie jakąśtam artystką

Do tego sprzęt robi psikusy, trzeba stale pilnować kadru i światła, nie odwracać się rzycią do przodu, mówić wolno, ale naturalnie i z mocą (a jakże!), ciepłym radiowym tembrem, nie piskliwie, uśmiechać się autentycznie, nie przerażająco, nosić kontrastowe, modne i wygodne ubrania (ale z odzysku, bo… brak finansów i garderobianej!), nie szukać wzrokiem gwoździ w podłodze, ale też nie bujać w obłokach, mieć przytomny wzrok, i zawsze!, mówić z sensem.  Wytwarzać fluidy dobra i non stop „domową” atmosferę. Zatem trudność jest. Znaczna. Nagrywanie okazało się nie „bułką z masłem”, a czymś bardzo, bardzo skomplikowanym! Zwłaszcza, gdy ma się WYOBRAŻENIA, jak gotowy materiał powinien wyglądać 😁, a rzeczywistość mocno odbiega od marzeń. 

Na szczęście, u nas sytuację ratuje fakt, że mam tzw. „doświadczenie” i dosyć długo pełniłam funkcję mistrzyni błyskawicznego zaradzania „usterkom”. Wierzcie mi, 10 lat prowadzenia niezależnej sceny świetnie przygotowuje do bycia MacGyverem kreatywności. Od lat funkcjonujemy w Manufakturze dzięki różnej maści szmelcowi, któremu w trybie pilnym nadajemy drugi żywot, taśmie izolacyjnej, zippom zwanym trytkami, czy WD 40. Prowizorki u nas są zawsze na czasie! Działają nawet lepiej, niż wypasiony sprzęt, na który nas, klepiących biedę darmozjadów kultury 😁😁😁, po prostu nie stać ! 

Parę dni temu, np., w 5 sekund wymyśliłam praktyczny i funkcjonalny statyw na telefon, z plastikowego wieszaka i taśmy klejącej. Żeby nie trzymać ustrojstwa w rękach i nim nie telepać. 

Czy wygląda dobrze? — No, nie. 

Czy się sprawdza? — Absolutnie! 

O urodę mniejsza, najważniejsze, że działa. 

W „Sztuce s pokoju” pojawiają się i wpływają na siebie tak niewyobrażalne ilości zmiennych, osobowych i technicznych, które trzeba sprawnie wychwycić i zaaranżować, że przez pierwsze dni po rozpoczęciu realizacji projektu, czuliśmy się zupełnie zagubieni i pogrążyliśmy w lekkim czarnowidztwie. Z letargu obudził nas cytat: „Zrobione jest lepsze od doskonałego” i dzięki, mimo wszystko, podjęciu wyzwań i działaniu, powoli w owej strefie chaosu zaczynamy widzieć sens, przyjemność, akcję, logikę i kreację.

Ludzie Kochani! Po tygodniu miotania się, rozpaczliwych prób opanowywania nerwów i powolnego uczenia nowych umiejętności, już nie mam złudzeń! Będę harować jak wół, żeby zrealizować choć ułamek tego, co wymyśliłam do #kulturawsieci. Na szczęście lubię się rozwijać w nowym i nie jestem osamotniona. Mam za plecami cały zespół NMT i zaprzyjaźnionych artystów. Jeśli upadnę, ktoś z nich da mi motywacyjnego kopa. Mogę liczyć na wsparcie. 

A, że nie odpuszczam z zasady, to przewiduję potem swój rychły koniec. Umrę ze zmęczenia. Po prostu wstanę i padnę. Z uśmiechem na twarzy. W akuratnym stroju i nastroju. Zakończę ten sezon martwa i szczęśliwa. 

Ewa w wersji online, 001.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *