W zimowym lesie

Przyniósł ją Kuba. Z biedy i starego, garażowego kartonu. Śmierdzącą, brudną, zapchloną, z uszami pełnymi świerzba. Była kilkutygodniową królową śmietnika i wulkanem energii o specjalizacji „wspinaczka wysokościowa z ekwilibrystyką”. Wypuszczona zza pazuchy, skradła nasze serca od pierwszej chwili i pierwszej zbitej doniczki. Nie raz podrapani, wylizani szorstkim jak papier ścierny …