Uwielbiam czytać biografie. 

Jestem typem podglądacza innych światów i niemal od zawsze pociągały mnie historie, wszelkie obyczajowe zawiłości, kontrowersje, zróżnicowane światopoglądy, talenty, błysk geniuszu i prosta zwyczajność. Humor i patos. Relatywizm spojrzeń. Subiektywność odczuć. Wchłanianie żyć innych osób to niezmiennie fascynujące doświadczenie. Świadomość, że choć przez dzielenie wspomnień, ale jednak mogę zanurzyć się w tym co już było, być w innym czasie, środowisku, świecie. Poznać, zrozumieć polubić, lub nie. 

Zwłaszcza różnej maści pamiętniki są moim elementarzem życia. Fakty, relacje, uczucia innych ludzi wsiąkają we mnie jak gąbka i są trampoliną, z której wybija się życiowy optymizm. Wiele cech i zachowań (zwłaszcza kobiecych bohaterek biografii) inspiruje mnie i umacnia w wyborach świata wartości, czy drogi kariery. Uczę się z życia innych i przywołuję je często na pomoc, w smutku i trudnych czasach.

Poniższy wybór muz jest nieprzypadkowy, to kobiety, które od lat są dla mnie natchnieniem. W twórczości i życiu poza teatrem. Często, w zupełnie nieplanowany sposób również przeznaczenie prowadziło mnie do ich biografii i śladów. 

Być może znajdziesz w nich coś dla siebie. Poznaj  i zabierz ze sobą cząstkę ich żyć. Ku pokrzepieniu, inspiracji.

Norma Jane, znana wszystkim jako Marylin Monroe. Miała niesamowite cechy, które z osoby słabo wykształconej, pochodzącej z dysfunkcyjnej rodziny uczyniły gwiazdę. To prawda, że kochał ją obiektyw aparatu fotograficznego i kamera, i że miała dar przyciągania spojrzeń. MM urodziła się z ponadprzeciętną fotogenicznością. Niemal od pierwszego zdjęcia /ujęcia. Jej supermocą była jednak nie uroda, ale niesamowita INTUICJA. Mimo braku warsztatu aktorskiego, wiedzy i techniki, często nieświadomie, ale podążając za instynktem Marylin dokładnie wiedziała jak zagrać konkretną scenę, potrafiła zupełnie zatracić się w roli. I robiła to doskonale. Z energią i niemal zwierzęcym magnetyzmem. Pomimo grania w większości przypadków, w banalnych, pod publikę tworzonych naprędce, produkcjach. Była naturszczykiem, samorodnym, niewykorzystanym talentem. Zawsze, gdy sięgam po jej historię, łapię się na tym, że chciałabym dla niej innego scenariusza, z poważnymi rolami, doskonaleniem warsztatu, Oskarami, bez skandali i samobójstwa w tle. 

Kolejną muzą w rankingu jest bardziej znana w środowisku tanecznym, niż realnym świecie – Isadora Duncan. Nie wiem dlaczego, ale zawsze, gdy o niej myślę, przychodzi do mnie obraz jej tańca w charakterystycznej czerwonej tunice. Izadora. Rewolucjonistka tańca współczesnego. Postać niezwykle awangardowa. Pierwsza zaczęła tańczyć – szaleńczo pląsając do muzyki klasycznej, boso, bez gorsetu, zupełnie naga pod cieniutką, inspirowaną greckim stylem, tuniką. Izadora. Skandal obyczajowy i początek wielkiej zmiany w myśleniu o pracy z ciałem. Izadora. Artystka absolutna, „opętana” wizją sztuki. Autorka własnej metody tańca. Założycielka szkoły. Propagatorka wolności w tańcu i podążania za natchnieniem i językiem uczuć. W aspekcie życiowym, nie twórczym równie interesująca, żona magnata finansowego – B.Singera, którego dwoje dzieci straciła tragicznie w wypadku, kochanka S.Jesienina, ofiara ich burzliwego związku, jego brutalności. Jej śmierć była równie niezwykła, jak życie. Udusiła się jadąc na przejażdżkę otwartym kabrioletem. Fantazyjnie udrapowany szal wkręcił się w koła samochodu. Straszny koniec niezwykle bogatej biografii. Od lat czerpię od Izadory DETERMINACJĘ w dążeniu do spełnienia własnej wizji sztuki. Nie było siły, która mogła ją zatrzymać przed tańczeniem w duchu wolności. Przed wejściem na scenę i mówieniu własnym głosem. O tym pamiętam. Zawsze. 

Kolejna bohaterka zestawienia to postać tragiczna, diva opery, posiadaczka przepięknego głosu, niezrównana autorka interpretacji, które nadal, po latach przyprawiają o drżenie. Maria Callas.

Czytając wielokrotnie różne historie o niej zawsze w mojej głowie pojawiają się pytania, które chciałabym zadać:

– Dlaczego tak wcześnie zrezygnowałaś z kariery, Mario? – Dlaczego przestałaś śpiewać? – I nie kontynuowałaś uczenia innych swojej metody? – Dlaczego odsunęłaś się od ludzi i zamknęłaś w domu? 

Callas. Bardzo przykry obraz kobiety – wielkiej gwiazdy, niemal bogini, która zdradzona przez miłość swojego życia – A.Onasisa zrezygnowała z kariery, relacji z ludźmi i szansy na nowe uczucie. Callas. Ogromny talent i kruchość. Wrażliwość, życie w strachu i niska samoocena, wskutek której cierpiała na poważne zaburzenia odżywiania, depresję. Nikt ich wtedy nie diagnozował, ani tym bardziej nie leczył. Callas. Ogromna PRACOWITOŚĆ i dążenie do doskonałości brzmienia za wszelką cenę. Podziwiam ją za nie najbardziej. Mimo talentu, Maria była niezmordowana w pracy wokalnej i codziennie przez wiele godzin ćwiczyła repertuar, żeby osiągnąć choć zadowalający ją rezultat. Ten chorobliwy wręcz perfekcjonizm sprawił, że zupełnie zaprzestała śpiewania, gdy nie była w stanie wykonać czysto jednego dźwięku w całej niezwykle skomplikowanej, złożonej z wielu dźwięków arii. Bała się, że melomani usłyszą to niedociągnięcie. I że błędy zrujnują obraz niedoścignionej mistrzyni. Wołała odejść, zamiast zmierzyć się z krytyką. Podobnie, nie pogodziła się ze starością, zwiędłe ciało (choć zdaniem wszystkich wokoło eleganckie, zadbane i piękne) nie nadawało się do pokazywania. Wielka Callas. Samotna i zagubiona. Pod koniec życia nie odwiedzał jej nikt, poza kucharką i ogrodnikiem. Umarła w zapomnieniu. 

Ciąg dalszy w następnym artykule „Żywoty muz. Część II”

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *