Nie pamiętamy już, jak się nazywała Pani z siatką. Minęło parę lat i szczegóły wywietrzały nam z głów, a zdjęć nie śmieliśmy robić. Pani z siatką. Postać wybitnie kontrowersyjna. Zlepek wszystkich możliwych wad i śmieszności. Przedstawicielka gatunku dziwolągów, nadopiekuńczych matek, upierdliwych klientek, punkt zapalny i centrum wszystkich problemów. Relikt, którego nie sposób zapomnieć.

Pojechaliśmy z Kubą na romantyczną wycieczkę objazdową po Francji. Nie bardzo zdając sobie sprawę, co znaczy „objazdowa” w zapchanym niemiłosiernie autokarze. Byliśmy podekscytowani, że zobaczymy Paryż, Marsylię, Niceę, Monte Carlo. Miejsca były przydzielone odgórnie i oczywiście trafiliśmy w 10! (bo my zawsze przyciągamy takie przygody). Przed nami siedziała ONA – królowa – ze swym płci męskiej podrostkiem… i, co było w tym tłoku niezrozumiałe, pomiędzy nimi tkwił pusto i wyzywająco jeden, jedyny wolny fotel. 

Pani z siatką już na pierwszym postoju oznajmiła wszystkim współpodróżnym, że ten pusty fotel miał zajmować jej mąż, ale w ostatniej chwili zrezygnował z wyjazdu. Biuro turystyczne nie było łaskawe zwrócić im pieniędzy, wobec tego, mimo, że jadą w duecie z synem, będą wykorzystywać wszystkie trzy miejsca. Bo za nie zapłacili.

No i zaczęło się! Cyrk na kołkach! W hotelu, oznaczało to wnoszenie dodatkowego łóżka do dwuosobowego pokoju, pakowanie do torebki śniadania „za męża” (był szwedzki stół), żądanie kupna ekstra biletu „za męża” do Luwru, na wieżę Eiffla, wszędzie. I niemal w każdym miejscu kończyło się to dziką awanturą. 

Pani z siatką przez dwa tygodnie nie zdołała się z nikim z sympatycznej, pełnej różnorodnych ludzi, grupy zaprzyjaźnić, chyba nawet nie odzywała się do nikogo poza przewodniczką (której szczerze współczuliśmy). No i jak możecie się domyślić, nikt nie mógł usiąść na fotelu męża. Pani była stale uciągnięta, bucowata, dziwaczna i wszędzie chodziła z reklamówką, taką niegdyś sprzedawaną w spożywczakach. Mocno sfatygowaną. Żadnej torebki, plecaka, tylko ta siata. Dzierżona za uszy, z dumą. W muzeach, katedrze, eleganckim lokalu, cmentarzu, plaży, podczas wielogodzinnych wędrówek …

Jak możecie podejrzewać, cała nasza wycieczka, zamiast romantycznych uniesień i kontemplowania widoków, żyła historią Pani z siatką. Codziennie, w grupach i podgrupach prześcigaliśmy się w wymyślaniu scenariuszy kolejnych afer. 

Najgorzej jednak miała latorośl siatkowej królowej, nastolatek, którego Pani przebierała w miejscach publicznych i czesała grzebieniem wyciąganym oczywiście z siatki, przedziałek i grzywkę stylizując śliną. Ten młody człowiek, może był sympatyczny i nieszkodliwy, ale też przez totalne zniewolenie rodzicielką z piekła, skazanym na samotność. 

Zwiedziliśmy wówczas, we Francji piękne miejsca, mieliśmy świetną przewodniczkę, a ekipa była przesympatyczna. Tylko ten babsztyl !!! Prawdziwy „travel killer” !!! Powinny być czarne listy dla takich indywiduów. Bite dwa tygodnie znosiliśmy wszyscy jej wątpliwej sympatii i kultury osobę. Zażenowani. Wściekli. Cały autokar ludzi. 

Świat poszedł do przodu, więcej podróżujemy, jesteśmy bardziej obyci, światowi, ale mimo wszystko, mam wrażenie, że kilka lat temu przydarzała się czasami jedna Pani z siatką na grupę, a obecnie proporcje zmieniły się na naszą niekorzyść i przedstawicieli „zapłaciłam – się należy” jest znacznie więcej. Brak jasno określonych norm społecznych, liberalizm etyczny i brak empatii powodują, że zbiorowe aktywności wiążą się z nie lada ryzykiem. Kilka Pań z siatką zdołałoby zrujnować zupełnie każdy wyjazd, czy atrakcję. Już z jedną trudno było wytrzymać, a z paroma takimi?! Aż strach się bać! 

Właściwie, myślę, wszystkie zawody, w których kontakt z ludźmi jest podstawą, mają teraz pod górkę. Potrafimy być dla siebie koszmarni, roszczeniowi, chamscy. Bez powodu. Bo możemy. Bo nam wolno. Dlatego nie dziwię się, że część z nas ucieka w rzeczywistość online, ponieważ mimo wszystko, łatwiej znieść paskudne zachowanie w sieci, gdy po prostu możesz wyłączyć telefon, czy komputer.

Jeśli chcemy skutecznie walczyć z uzależnieniem od internetu, musimy być lepsi dla siebie w realnym świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *