ON

Parę dni temu. Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Z głębi gabinetu lekarskiego spoglądały na mnie z zaciekawieniem trzy pary oczu. Każda zza szkieł okularów. 
-Z czym pan do nas przychodzi? – padło pytanie. 
Odpowiedziałem. Zademonstrowałem. Krótko. Tu boli, to dolega. Bystre sowie oczka prześwidrowały mnie na wylot. 
-Aaaa… schorzenie takie i takie – padło po chwili z ust sowy – doktora. Sowa – asystentka z aprobatą pokiwała głową. 

– Zaraz, raz – dwa się z tym rozprawimy. Przepiszę panu lekarstwa, kremy i maści. Proszę wykupić w aptece obok, w Kauflandzie, bo będzie taniej. 
W czasie wymiany zdań trzecia z sów, sowa- sekretarka skrupulatnie wypełniała formularz moich danych osobowych. – Pana pesel, nazwisko, adres… padało co chwilę zza ekranu komputera. 
-To tyle – oznajmił sowa – doktor, a sowa – asystentka lekko się uśmiechnęła .- Proszę wziąć receptę. 200 zł się należy. 
Zapłaciłem i wyszedłem. Skonsternowany. Cała „wizyta” u specjalisty, umówiona ponad miesiąc wcześniej, trwała może 3 minuty. Odbyła się w pośpiechu, atmosferze mało komfortowej, bez badania, dotykania, oglądania z bliska, rzetelnego wywiadu. Na szczęście pani aptekarka z Kauflandu, realizując receptę, ostrzegła mnie, że jednego z leków nie powinni brać pacjenci, którzy mają problemy z sercem. Tak się składa, że właśnie do nich należę.


ONA 

Walentynki 2019. Również wizyta u specjalisty i drzwi również otworzyły się bezszelestnie. Lekarz, do którego byłyśmy umówione z moją wówczas bardzo ciężko chorą Mamą wyszedł do nas z gabinetu. 

-Kto z państwa następny? – spytał ciepło. 

-My. 

Podszedł, przedstawił się, przywitał, zaprosił do środka i bez pośpiechu zajrzał do papierów, które przyniosłyśmy ze sobą, zrobił wywiad, zbadał, cały czas żartując, uspakajając nas i podnosząc na duchu. Do Mamy zwracał się z ogromną delikatnością. Nie niecierpliwił się, nie patrzył na zegarek. 

Rozmawiał z pacjentką, bezradną i przerażoną spokojnie, życzliwie. Z troską. Widziałam, jak moja Mama odżywa. Jak samą tylko postawą ów lekarz dodał Jej sił. Natchnął nadzieją. Podarował spokojny sen. W czasie wizyty nie wypełniał formularzy, nie pytał o pieniądze. Leczył. 

ONI 

”Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:obowiązki te sumiennie spełniać, służyć zdrowiu i życiu ludzkiemu, według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek, nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego, strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych, stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.”

Foto ze spektaklu ”LU-Ci i JA- Tutaj, ale nie Teraz”: Arkadiusz Kniga – Leosz

MY

Przyznam szczerze, że na myśl o chorobie i konieczności kontaktu z medykami robi mi się słabo. Niestety, mam wrażenie (może jest mylne, podyktowane własnym, w większości negatywnym doświadczeniem), że gabinety zapełniają głównie oni – sowi lekarze z głębokim deficytem troski. Nie ufam im i boję się. Idę zawsze z sercem w gardle i wielką niepewnością. 
Właściwie wielu z nas dotyka owa niezdolność troszczenia się o siebie nawzajem.Okazywania współczucia i niesienia pomocy. 
Gdy graliśmy spektakle dla tych najbardziej schorowanych i niedołężnych DPS-owych staruszków uderzała nas ogromnie ich samotność. Dowiadywaliśmy się, że nikt ich nie odwiedza, nikt się nimi nie interesuje, że nierzadko zostali po prostu porzuceni przez swoich bliskich. Zwracaliśmy uwagę na ich buty nie do pary, niemodne, znoszone ubrania, siwe, potargane włosy. Bardzo to było poruszające. 


Kochani! Zawsze i mimo wszystko wierzę, że możemy wybrać drogę serca. Że istnieją w nas pokłady dobra, empatii. Wystarczy tylko po nie sięgnąć! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *